PTTK

ODDZIAŁ

KLUBY


Klub Przewodników
Rok założenia - 1963


Tarnogórski Klub Tatarnictwa Jaskiniowego
Rok założenia - 1962


Klub Turystyki Rowerowej "Jutrzenka"
Rok założenia - 1972


Centrum nurkowe "Anaconda"


Klub Turystyki Górskiej "Grań"
Rok założenia - 2004



Klub Turystyki Krajoznawczej "Wagabunda"

HISTORIA


((wróć do działu "Historia"))

POCZĄTKI I ROZWÓJ ODDZIAŁU PTTK W

TARNOWSKICH GÓRACH

LATA 1951-1966

(wspomnienia z nagrań na taśmie)

Józef Denkiewicz:

Ja przypuszczałem, że się we dwójkę, we czwórkę na początek
spotkamy, porobimy jakieś wspólne notatki, ale nigdy nie
przypuszczałem, że mam być jakimś gawędziarzem, ale niech już
będzie. Bo w jakiś sposób przecież to trzeba zacząć i uważam, że
łatwiej w taki niecodzienny sposób wrócić do przeszłości. Dlatego,
że nie mamy żadnych pisemnych materiałów bardzo liczyłem na
kol. Kotułę, że ma jakieś materiały, bo myśmy razem stawiali
pierwsze kroki i on był zadomowiony w tym środowisku. On
przecież tutaj tkwił, a ja byłem tutaj przybyszem i dopiero
wkręcałem się, jak to się mówi, w to środowisko. Ale jak już mamy
zaczynać i nagrywać to trzeba będzie o tych sprawach powoli
troszkę pomówić, więc pomówimy o turystyce górskiej, która była
moją pasją.

Przyszedłem tutaj do Tarnowskich Gór w 1945 roku
i tak z ciekawości zacząłem się rozglądać czy zastanę tutaj jeszcze
coś sprzed wojny. Resztki organizacji albo kilka osób związanych
z turystyką, z którymi dałoby się skontaktować. W ogóle jeżeli
chodzi o te pierwsze kroki to one się rozpoczęły kiedy to
działalność turystyczna rozpoczęła się od powstania pierwszego
Oddziału PTT w Katowicach. Jeżeli chodzi o to, w którym to było
roku, czy 1946 czy 1947, to dokładnie nie pamiętam.

Wyglądało to w ten sposób, że w jednej kancelarii
adwokackiej mianowicie znanego przedwojennego hokeisty
p. doktora Kuleja, w takim malutkim pokoiku (on miał wielkie
biuro, kilku pokojowe) 2m x 2m zainstalowano biuro Oddziału
PTT i jak tylko zobaczyłem szyld, to wszedłem tam na górę, żeby
zorientować się co się tam dzieje. Zastałem tam kol. Gajdzika,
który był później wiceprzewodniczącym Głównego Komitetu
Kultury Fizycznej i Turystyki. No i tam, jak to się mówi, zgłosiłem
się do dyspozycji, nawiązując już do mojej poprzedniej
działalności przed wojną. Drugą osobą, z którą nawiązałem
kontakt to był ówczesny prezes PTT, kol. Kazimierczak Edmund,
dziś nie żyjący, przedwojenny prezes Oddziału. Kiedy z nim się
zetknąłem tośmy zrobili to co się robiło przed wojną w PTT.

Mianowicie jeżeli w jakimś mniejszym środowisku był
człowiek, który zajmował się sprawami turystycznymi, to Oddział
postanowił zrobić go delegatem. Ta delegatura polegała na tym,
że to była jednoosobowa komórka, która spełniała funkcję takiej
jakby agentury. Więc po prostu do teczki załadowałem
odpowiednią ilość druków, jeden czy dwa kwitariusze i było się
można zgłosić u mnie w mieszkaniu w Tarnowskich Górach jeżeli
ktoś chciał zostać członkiem Oddziału PTT w Katowicach, bo
specjalnie takich delegatur nie było. W ten sposób zaczęły się tutaj
pierwociny organizacyjne turystyki górskiej. Bo przecież w PTT
obowiązywała organizacyjnie jednokierunkowość uprawiania
turystyki górskiej. I tak to trwało. Pojawiali się od czasu do czasu
interesanci, wypisywało się odpowiednie pisemka (szkoda, że tych
odpisów nie ma). Moja nieboszczka mama wymalowała farbą parę
jeszcze takich kozic i emblematów i tośmy wystawiali. To wszystko
istniało aż do zjazdu zjednoczeniowego w roku 1950.
Delegatura trwała tutaj 4 lata.

Potem pamiętam, że ograniczono biuro adwokackie
i jeden pokój koło tej klitki został zajęty na biuro Oddziału PTT.
Po zjeździe Oddział PTTK miał siedzibę przy ul. Dworcowej 15
w tej kamienicy gdzie jest przychodnia przeciwgruźlicza. Jeżeli chodzi
o aktyw to ja się go do czasu zjazdu nie doszukałem. Był prof. Pawlik,
który swego czasu interesował się turystyką i był
członkiem PTT, ale tak poza tym nie doszukałem się innych
członków PTT, może kol. Badyna będzie coś na ten temat wiedział.
Ja jeśli chodzi o rekonstrukcję tego okresu niczego więcej podać
nie mogę.

No i zakończyliśmy pierwszy zjazd zjednoczeniowy,
na którym byłem jednym z delegatów Oddziału katowickiego.
Na zjeździe ustalono, że teraz ma być Oddział PTTK
w każdym powiecie. I powiedziano nam : "jedźcie i organizujcie".
To zaczęliśmy szukać kogoś kto by zabrał się do organizacji,
bo zaczęliśmy działać w warunkach troszeczkę innych niż tam gdzieś,
no ja np. działałem w Nowym Sączu do 1939 roku. Trzeba się
teraz było kontaktować z ludźmi zupełnie innymi - szkoda, że nie ma
kol. Kotuły, bo już nie wiem w jaki sposób trzeba było postępować.
On pracował w ZMP (Związku Młodzieży Polskiej)
i jakoś skontaktowaliśmy się. Trzeba było dużo zapału żeby to
jakoś zorganizować, bo musiało się przecież odbyć zebranie konstytuujące

No więc byliśmy razem w kontakcie z kol. Kotułą i już po
pewnym czasie tj. około roku, tak ja sobie przypominam,
po różnych perypetiach doszło do zwołania zebrania organizacyjnego.
To było jak pamiętam wielkie zebranie w Domu
Kultury zorganizowane za wiedzą partii, Związków Zawodowych
i ówczesnych organizacji masowych, bo tam stawiano jako zasadę,
że do zarządu wchodzą przedstawiciele organizacji masowych.
A więc tak: Związków Zawodowych, Ligi Kobiet, ZMP. Musiał nam
zaginąć, bo nie mogliśmy odzyskać tego protokołu. Ja go szukałem
w Katowicach i u nas, ale przy tych przeprowadzkach i przy tych
perypetiach lokalowych, o których potem wspomnę, to naprawdę
trudno było utrzymać cokolwiek.

Więc jeżeli chodzi o personalia to odbyło się to w ten
sposób, że w Zarządzie Oddziału PTTK znaleźli się ludzie delegowani,
no po prostu przez te organizacje masowe, którzy
długo tam nie zabawili. Natomiast unikatem z tego grona jest
kol. Józef Michalik, który został skarbnikiem, od pierwszej chwili kiedy
utworzył się Oddział i działa jako skarbnik do dnia dzisiejszego.
Kotułą był sekretarzem, a jak nie to był mój bratanek. To wszystko
były pierwociny, bo myśmy nie mieli żadnych możliwości finansowych.

Nawiązaliśmy bardzo dobry kontakt z Klubem Kolejarz.
Oni nam bardzo szli na rękę jeżeli chodzi o lokal, bośmy przecież
lokalu nie mieli. U nich zbieraliśmy się od czasu do czasu,
a co najważniejsze wstąpiliśmy do Kolejarza, tylko po to,
że jak będzie wycieczka żeby mieć zniżki i tak dzięki temu, dzięki Kolejarzowi,
dziś muszę powiedzieć i zanotować to z przyjemnością,
potrafiliśmy wystartować raz i drugi do Szczyrku żeby zamarkować,
że jest tu jakieś towarzystwo, które w ten sposób działa.
To były nasze pierwsze kroki propagandowe, bo nic innego się nie działo.
Była jeszcze możliwość nabycia tych druków.
Największe trudności były lokalowe. Kotuła poszedł bardzo na
rękę ze względu na to, że ZMP odstąpiło nam lokal- ładny pokoik,
tam przy Sienkiewicza, zaraz za Prezydium Rady Narodowej
w swojej siedzibie w swoim domu po prostu, w budynku gdzie dziś jest przedszkole.

Ale proszę sobie wyobrazić, że pewnego dnia - jak tam
miałem klucze, do tego schowku, wchodzę jest ciemno, próbuję
zapalić - nie świeci się, próbuję odkręcić kaloryfer - zimno
i dowiaduję się, że nie jesteśmy już lokatorami - mieliśmy
przydział - bo przecież organizacja nie mogła się wprowadzić
bez przydziału. Poszedłem do Prezydium Rady Narodowej, nie wiem
kto był przewodniczącym, i mówię mu, że zostaliśmy na lodzie.
On mówi: "Przecież mieliście przydział". Wyciągam przydział,
ale to nic nie pomogło.

To był okres, że byliśmy bezdomni. To wszystko lokowało
się u mnie przez szereg lat i tak jakby to nie powiedzieć, sukcesów
wielkich nie było. Wtedy była moda na wszystkie zjazdy
w Komitecie Powiatowym Partii. Koledzy z katowickiego PTTK
pamiętają, że w Okręgu PTTK już się tam wykresy robiło, myśmy
zawsze na ścianie mieli ten kawałek od podłogi. Statystycznie - ja
to nieraz wiedziałem - tym nie przejmowaliśmy się, wiedzieliśmy na
co było stać Tarnowskie Góry.

No, ale po tym kiedy mnie już uszczuplono lokal
mieszkalny po przejściu do Zespołu Adwokackiego, pomógł
kol. Kotuła i po prostu w jego kuchni był PTTK. Wszystko co się
działo administracyjnie, to się tam działo, ale potem trzeba
powiedzieć Kotuła był zawsze jak trzeba był pełen inicjatyw
i w 1956 roku wprowadziliśmy się do wspaniałego 2 pokojowego lokalu
dzięki Kotule w Domu Partii. Wtedy się zaczęło to już troszeczkę dziać -
można było stolik postawić i zatrudnić tą sekretarkę.
Nastąpił podział pomieszczenia pomiędzy ZHP i nas. Pewnego dnia
przeniesiono na korytarz szafę i byliśmy już poza lokalem.
Potem dostaliśmy pokój w mieście. Jeżeli chodzi o wspomnienia
to był to okres kiedy Oddział, jak się to mówi, był w trakcie
śmierci klinicznej, kol. Kucia może to powiedzieć.

Była taka sytuacja, że cały zarząd złożył rezygnację pod
ogniem masowej krytyki obecnych tam osób (16.04.1958 -
III Walny Zjazd Oddziału). Była taka sytuacja żeśmy się rozzłościli
bo znajdowaliśmy się nieustannie pod niepotrzebną krytyką
i członek zarządu uważany był za zero. Ja osobiście powiedziałem
sobie tak: ja się wywinduję do góry bardzo wysoko i postaram się
odpowiadać najwyższym wymaganiom jakie stawia się członkowi PTTK.
Zapłacę z góry składkę za rok i zdobędę złotą odznakę górską.
I tak zrobiłem nie usunąwszy się całkowicie od działalności turystycznej,
ale tak praktycznie to kolega Kucia robił to przez rok.

Wiesław Kucia:

Moje pierwsze zetknięcie się z Oddziałem to było
zapisanie się do PTTK w budynku przy ul. Sienkiewicza w biurze,
które prowadził kol. Kotuła. Było to 1.07.1955 r. (Nr legit. 461
podpisany w imieniu Zarządu przez T. Kotułę.) Poprzednio uprawiałem
turystykę górską; w ZHP i w Gimnazjum, gdzie wychowawcą klasy był
prof. Felix Raph. Biuro Oddziału było czynne dwa razy w tygodniu,
bo w tym czasie świeciło się w oknie nikłe światełko. Składki to ja
chodziłem płacić do mieszkania Pana doktora, bo przy bramie wisiała
ta tradycyjna tablica Oddziału. W tym czasie poznaliśmy się z grupą
turystów, którzy chodzili w góry jak np. Kubikowie, kol. Żurek,
Agnieszka Pandzioch, Bolesław Zębal.

To był 1958 rok, kiedy w komitecie Partii odbywał się
Walny Zjazd Oddziału. Jako członek PTTK zostałem delegatem na
ten Walny Zjazd wydelegowany przez Koło terenowe Nr 1.
Nie znałem zupełnie stosunków panujących w Zarządzie, ani układów
sił, ani możliwości. Istniejący Zarząd, wszyscy jego członkowie byli
rozżaleni i po kolei rezygnowali z pracy w PTTK. Po krytyce ze
strony oficjeli Zarząd przestał istnieć. W przedostatnim punkcie
zjazdu, który przewidywał wybory zastanawiano się kogo tu jeszcze
możnaby wybrać. I tak padały propozycje pod adresem tych delegatów,
którzy byli jeszcze na sali. Ja tam stałem, w końcu, przy oknie sali
i zbierałem się do wyjścia, gdy w drzwiach zatrzymał mnie instruktor
Partii Ignacy Klyta i krzyknął: tu jest jeszcze jeden taki,
którego do tej pory nie padło nazwisko. Z sali proponowany był
jeszcze Ludwik Biernacki. Krytyką kierował Arkadiusz Zieliński z ZMP.

W sumie wybranych zostało przez aklamację 6 osób.
Działo się to w czasie, gdy członkowie Zjazdu już się rozchodzili.
W tym rozgardiaszu nie wiedziałem czy i do czego zostałem wybrany.
Za tydzień dzwoni do pracy Klyta Ignacy i mówi, że zostałem wybrany
do Zarządu i mam się zgłosić, bo będzie ukonstytuowanie Zarządu.
Przyszło nas pięciu: Henryk Lis, Janusz Trojan, Ludwik Biernacki,
Henryk Ósmy i ja. Henryk Lis był działaczem harcerskim i jako jedyny
wchodził w skład poprzedniego Zarządu. On więc został prezesem, a ja
z tytułu działalności turystycznej w zakładzie pracy - wiceprezesem.
Janusz Trojan został skarbnikiem. I tak wpadłem przysłowiowo jak śliwka
w Zarząd PTTK. No i zaczynało się wszystko od nowa, bo nowy Zarząd przy
permanentnej nieobecności prezesa nie miał pojęcia co działo się
przedtem, jaki był program Oddziału ani też jaki był jego
dorobek i kontakty. No i próbowałem w jakiś sposób improwizować,
zorientować się w tym wszystkim i jakoś próbowałem przetrzymać
ten ciężki okres.

Po jakimś czasie udało mi się wciągnąć do pracy w PTTK
kolegów poznanych w czasie górskich wędrówek, a więc:
Krystynę i Jasia Kubików, Stanisława Żurka i w tym zespole zaczęliśmy
planować działalność turystyczną. Była to jakby powiedzieć częściowa
zmiana pokolenia gdyż każdy z pozyskanych kolegów wnosił nawyki
turystyczne ze studiów, kol. Żurek nawet działalności w PTT.
Po roku naszej działalności nowy zespół połączył się z częścią starego Zarządu.

Był taki dzień, że spotkałem się z byłym prezesem
J. Dynkiewiczem i po dłuższej rozmowie razem wprzęgliśmy się w ten wózek.
Przed połączeniem - ze starego składu pojawiła się koleżanka
Kacprzak Elżbieta, potem kol. Agnieszka Pandzioch, która
przyjaźniła się z kol. Krystyną Poloczek-Kubik.

Zaczęliśmy prowadzić działalność zarobkową organizując
wycieczki dla zakładów pracy. Do prowadzenia tej działalności
angażowaliśmy ze zmiennym szczęściem różne siły biurowe.
Najpierw pracowała pani Dziuga Władysława, potem zaangażowaliśmy
panią Matek- była to żona mojego kolegi. Następnie pracowała
Kowalik Władysława, a następnie pani Cichoń.
Panie te zajmowały się księgowością i prowadzeniem biura.

Józef Denkiewicz:

Sytuacja potoczyła się w ten sposób, że nie wytrzymałem
i od czasu do czasu do tego towarzystwa zaglądałem. Pracowała tam
już wtedy sekretarka bardzo miła pani Małek i powiedziała mi
kto się tu zjawia.

Ma być Walny Zjazd Okręgu i ja nie wiem co robić.
Mnie się tak żal zrobiło tego wszystkiego i powiedziałem: pani zna
teren, niech pani weźmie listę i powie kto mogły być członkiem
Zarządu na przyszłość. Zrobimy sobie takie ordynaryjne zebranie.
I ona wysłała zaproszenia pewnej grupie ludzi. Wtedy myśmy się
tam zeszli i ustaliliśmy kto wraca. Inni powiedzieli:
nie możemy z różnych względów.

I jakoś tak się szczęśliwie złożyło personalnie, że naprawdę
wtedy był przełom. Jakoś się dobrała grupka przede wszystkim
turystów górskich i rozpoczęła się działalność powiedziałbym
niemal prawidłowa. Zaczęliśmy nawet zarabiać, ale jeszcze
nie byliśmy samowystarczalni. Działalność nabrała cechy
prawidłowości statutowej.

Opracowanie - Wiesław Kucia

((wróć do działu "Historia"))

IMPREZY

SZLAKI TURYSTYCZNE

Kliknij...








KONTAKT

WEBmaster
e-mail: wyslij

Biuro
e-mail: wyslij


LICZNIK



PTTK

copyright (c) by Zarząd Oddziału PTTK Tarnowskie Góry

PTTK